Podróże i rekreacja

A może na rower na wyspę Bornholm

Niewiele jest w Polsce miejsc, gdzie można zobaczyć taką kawalkadę obładowanych bicyklami aut, jak na terminalu morskim w Świnoujściu. W każdą z letnich sobót odpływa stąd prom „Pomerania”, a jego celem jest odległe o pięć godzin rejsu Rønne. Stolica wyspy Bornholm, uchodzącej za rowerowy raj na Bałtyku.

Mieszkańcy Bornholmu już w latach 80-tych doszli do wniosku, że pokładanie nadziei w rybołówstwie czy przemyśle może w przyszłości źle skończyć się dla miejscowej gospodarki. Postawili na wszechstronny rozwój turystyki. Jednym z elementów inwestycyjnej ofensywy była budowa dróg rowerowych. Proces ten ma zresztą charakter ciągły – co rusz przybywa nowych lub zmodernizowanych odcinków. Dzięki przyjętej strategii udało się osiągnąć zamierzony efekt promocyjny: dziś wielu miłośników aktywnego wypoczynku nie ma wątpliwości, gdzie znajduje się rowerowy Eden.

250 kilometrów komfortu
Bornholm nie należy do gigantów. Skrajne punkty wyspy dzieli ledwie ok. 40 km. Wytrawni rowerzyści mogą okrążyć ją w ciągu jednego dnia, podróżując oznaczoną czerwonym kwadratem obwodnicą o długości 105 km. Oprócz obwodnicy, przeznaczone dla jednośladów trakty przecinają wnętrze wyspy. Dzięki temu dojazd do najważniejszych atrakcji jest szybki i bezproblemowy. Tym bardziej, że znaczna część tras jest pokryta asfaltem. Przy budowie dróg wykorzystano dawne torowiska bornholmskiej kolei wąskotorowej, zlikwidowanej w końcu lat 60-tych. Łatwo je rozpoznać po długich, prostych odcinkach.

Poruszanie się po cykelvej, jak po duńsku określa się drogi dla rowerów, jest komfortowe. Odpowiednie tablice podają kierunek, oznaczenie trasy i odległość do najbliższego celu bądź węzła szlaków. Kłopoty z nawigacją nie wchodzą więc w rachubę. Pod warunkiem wszakże, że dysponuje się choćby prostą, darmową mapką, jakich nie brakuje w każdym punkcie informacji turystycznej. Łącznie do dyspozycji turystów jest blisko 250 km wygodnych i bezpiecznych dróg rowerowych.

Rowery górą
Na komfort bicyklowych peregrynacji wpływ ma także wyjątkowy status, jakim cieszą się tu rowerzyści. Bornholmczykowi nie przyjdzie do głowy, aby zastawić samochodem trakt przeznaczony dla jednośladów. Podobnie postąpi na skrzyżowaniu, ustępując pierwszeństwa cykliście, nawet jeśli ten takowego nie posiada. Na początku lat 90-tych, kiedy na Bornholm zaczęli przyjeżdżać pierwsi zmotoryzowani turyści z Polski, dochodziło do drobnych, acz nieprzyjemnych zgrzytów na tym tle. Oprócz nieprawidłowo parkujących rodaków zdarzali się i tacy, którzy na drodze współużytkowanej z rowerzystami trąbili z fasonem na tych ostatnich, traktując ich jak zawalidrogi. Na szczęście te czasy minęły – królowie polskich szos już wiedzą, że na Bornholmie muszą czasowo okiełznać swoje krajowe przyzwyczajenia.

Oprócz przywilejów na rowerzystach spoczywają także obowiązki. Głównie w zakresie bezpieczeństwa. Przede wszystkim należy zadbać o odpowiednie oświetlenie. Jego brak może oznaczać kłopoty podczas wieczornej lub nocnej jazdy. Miejscowi stróże porządku są czuli na tym punkcie: zatrzymują niesfornych rowerzystów, nakazując dalsze prowadzenie pojazdu. A w skrajnych przypadkach wlepiają mandaty. Nie mniej ważne są pewne hamulce, nieodzowne podczas szaleńczych zjazdów, dzwonek i ochronny kask, choć na szczęście nie udało się przeforsować obowiązku jego posiadania.

I jeszcze słowo w kwestii wyboru roweru. Najbardziej przydatne na Bornholmie są modele trekkingowe, z kołami 28``. Popularne „górale”, w których tak kochają się Polacy, nie wykażą tu wszystkich swoich walorów. Przeciwnie, w słoneczny dzień gruba opona MTB wyciśnie z jadącego płaskim asfaltowym traktem rowerzysty dodatkowe kalorie.

Szlaki dla każdego
Większość szlaków jest atrakcyjna pod względem widokowym. Trasa wzdłuż północno-zachodniego wybrzeża oferuje wspaniałe panoramy na morze i pobliski brzeg szwedzkiej Skanii. Wschodnia część obwodnicy prowadzi przez najpiękniejsze zakątki bornholmkiej riviery. Na jej trasie znajdują się takie perełki duńskiej prowincji jak Svaneke, Gudhjem i Allinge-Sandvig. Z kolei wnętrze wyspy jest lesiste. Jazdę wśród borów urozmaicają skały, głazy narzutowe, ruiny średniowiecznych grodzisk i zaciszne osady, w których farmerzy wystawiają na sprzedaż swoje produkty – dżemy, soki, warzywa, owoce. Przydomowe stoiska są bezobsługowe – należną kwotę po prostu wrzuca się do kasetki.

Wysiłek, jaki należy włożyć w przyjemność odkrywania uroków wyspy z perspektywy siodełka, jest umiarkowany. Choć oczywiście bywają trudniejsze odcinki, głównie na północy. Na krótkim fragmencie trasy z Hasle do Jons Kapel trzeba nawet zejść z roweru, aby go podprowadzić pod stromy stok. Z kolei na otwartych przestrzeniach południa jazdę może utrudniać silny wiatr. Jednak w zdecydowanej większości przejażdżki po bornholmskich cykelvej dostarczą satysfakcji nawet mało wprawnym rowerzystom.

Dookoła Bornholmu
Dobrym pomysłem jest rowerowa wyprawa dookoła Bornholmu z wykorzystaniem ulokowanych na wybrzeżu kempingów. Są one świetnie wyposażone, choć niektóre, zwłaszcza w Rønne i okolicach Dueodde, nie należą to najtańszych. Do dyspozycji gości są również istniejące przy farmach pola namiotowe. Choć kosztują grosze (15 DKK za noc), należy się pogodzić z ich prawdziwie spartańskim standardem.

Kempingi i pola namiotowe można traktować jako punkty wypadowe do wnętrza wyspy. Ten sposób organizacji pobytu zapewnia dotarcie do największych atrakcji Bornholmu. W przypadku stałej bazy trzeba się liczyć z dłuższymi przebiegami, sięgającymi powyżej 50-60 km dziennie.
Na zwiedzanie wyspy zwykle przeznacza się tydzień, choć optymalny okres obejmuje od 10 do 14 dni. Oprócz mniej napiętego programu, rowerzyści zyskują wówczas rezerwę czasową w przypadku nieoczekiwanej zmiany pogody. Warto tu przyjechać zwłaszcza w drugiej połowie sierpnia, kiedy na Bornholmie jest już znacznie luźniej i nieco taniej. Ze względu na spokój, niskie ceny pobytu i wyjątkowy urok godny polecenia jest także wypad w maju, czerwcu bądź we wrześniu.

Wypożyczalnie czekają
Brak własnego pojazdu nie jest na Bornholmie problemem. Wypożyczalnie rowerów (cykeludlejning) są w każdym miasteczku i na licznych kempingach. Wypożyczyć można wszystko: od tandemu po przyczepki, siedziska dla dzieci, sakwy na bagaż czy kaski.

Ceny wynajmu nie są rujnujące. Za dzień należy zapłacić ok. 40-65 DKK w zależności od typu roweru (rowery MTB są droższe). Im dłuższy okres wynajmu, tym jest taniej. Najkorzystniej jest zdecydować się na cały tydzień – wydatek sięga wówczas 200-300 DKK.
W razie awarii można liczyć na pomoc w lokalnych warsztatach. Jest ich niemało, gdyż rower to przede wszystkim ulubiony pojazd tubylców. Duńskim zwyczajem jeździ się tu przez cały rok, o ile pozwala na to pogoda.

Dojazd
Polscy miłośnicy turystyki rowerowej mogą dostać się na Bornholm na kilka sposobów. Od czerwca do przełomu sierpnia i września w każdą sobotę wypływa ze Świnoujścia prom Polferries. To najpewniejsza droga z Polski na wyspę – prom płynie bez względu na pogodę, co w znacznym stopniu ułatwia zaplanowanie pobytu. Istnieje też wariant całoroczny:
ze Świnoujścia do szwedzkiego Ystad promem

Polferries ,
a stamtąd promem
BornholmsTrafikken do Rønne (codziennie).

Zainteresowaniem cieszy się także trasa z Kołobrzegu do portu Nexø, obsługiwana przez katamaran Kołobrzeskiej Żeglugi Pasażerskiej. To połączenie jest czynne od wiosny do jesieni, choć mogą wystąpić przerwy w rejsach spowodowane stanem morza. Jeszcze inna opcja to szlak przez Niemcy, z wykorzystaniem przeprawy promowej z rugijskiego portu Sassnitz-Mukran / BornholmsTrafikken, czynnej od wiosny do jesieni. Jej zaletą są codzienne odejścia na Bornholm i krótki czasu rejsu do Rønne.


data ostatniej modyfikacji: 2008-05-15 14:57:53
Komentarze

Nauka języka za granicą
JPEdukacja_220_pytania.gif
EF_Education_First_220.jpg

Przegląd uczelni
w Polsce
Polskie uczelnie w obrazach
miniatura
miniatura
miniatura sztuki walki